Kim Pan jest panie Daniels?

Jonny Daniels

– To kim w końcu Pan jest, Panie Daniels? – to pytanie narzuca się każdemu, kto próbuje przyjrzeć się bliżej działalności tego 32-latka. Zna go już chyba każdy – a jednak wciąż wiadomo o nim niewiele. Czy pod płaszczykiem kultywowania pamięci ofiar Holocaustu kryje się mroczniejszy scenariusz, niczym z thrillera political-fiction – intensywna kampania „czarnego lobbingu”, korupcja polityczna, a może nowa forma wojny hybrydowej?

Jonathan Daniels urodził się w Londynie w 1986 roku, a po ukończeniu szkoły wyjechał do Izraela i wstąpił do wojska, w którym dosłużył stopnia starszego sierżanta. Następnie jego życiorys przykrywa mgła. Po kilku latach pojawia się w środowisku Donalda Trumpa – doradca i jako PR-owiec. Zrealizował spoty wyborcze Benjamina Netanjahu, w których wystąpili m.in. Trump, a także Chuck Norris.

W Polsce Daniels występuje w roli dyrektora wykonawczego fundacji From The Depths (ang. „z głębin”), która w 2014 roku rozpoczęła kampanię „Projekt Maceva”, polegającą na odnajdywaniu śladów po Holocauście w Polsce. Daniels zaangażował do tego dziesiątki polskich wolontariuszy. Chodzili po polskich wsiach i odnajdywali stare macewy, kryjówki i ciała zamordowanych Żydów. Interesującym przypadkiem był bęben nazistowski wykonany częściowo ze zwoju Tory, który pan Daniels przywłaszczył sobie w nie do końca wyjaśniony sposób.

O tych wydarzeniach chętnie pisała także zachodnia i izraelska prasa, kreując pana Danielsa według etosu tropiciela prawdy o Holocauście. Polaków przedstawiano z kolei jako ubogi, prosty naród, który nie zdaje sobie sprawy z ciężaru żydowskiej historii i dosłownie depcze po macewach i kościach ofiar Zagłady.

Daniels od początku sprawiał wrażenie człowieka, który wie, co robi. Z drugiej strony znalazł się w Polsce jakby przez przypadek. Jego rodzina wprawdzie pochodzi z Dobrzynia nad Wisłą, ale na ten temat wiemy niewiele. Daniels nie przedstawił żadnych dowodów – jednak odwiedził Dobrzyń, w lipcu 2014 roku, wygłaszając po angielsku sugestywne wystąpienie.

Zakończył je postulatem, że ma nadzieję na dalsze budowanie relacji między Polakami a Żydami. Daniels w swojej retoryce bardzo silnie akcentuje kwestię przyjaźni polsko-żydowskiej. Nie definiuje jej jednak ani nie rozwija. Tworzy ogólne pojęcie, którym szafuje w zależności od sytuacji. W taki sposób niejako zaczarował rzeczywistość. Wydawać by się mógł niemal apostołem i koryfeuszem partnerskiej współpracy między Polską a Izraelem. To jednak pozór. W rzeczywistości mamy do czynienia z sytuacją, w której Polska – jako gospodarz – nieprzerwanie tkwi w szachu swojego gościa, a każde posunięcie wbrew izraelskim roszczeniom może zostać odczytanego jako próba zaburzenia tej „przyjacielskiej” relacji.

Przypomnijmy, że to właśnie Daniels – nieco ponad pół roku przed wystąpieniem w Dobrzyniu – zorganizował w Oświęcimiu wyjazdową sesję parlamentu izraelskiego, w której wzięło udział 64 ze 120 członków Knessetu, a także przedstawiciele izraelskich sił wojskowych i organizacji młodzieżowych oraz politycy z całego świata. Sponsorem wyjazdu był miliarder, amerykański Żyd Stewart Rahr. Powodem spędu był rzekomy wzrost nastrojów antysemickich w Europie.

Co się wydarzyło w kuluarach sesji? Może lepiej nie dopytywać. Co jeszcze bardziej interesujące, kilka dni wcześniej „Onet” wypuścił obszerny wywiad z Danielsem. Artykuł wręcz wykreował jego postać w polskiej przestrzeni publicznej i rozpoczął całą lawinę aktywności Danielsa w Polsce. Ostatecznie znalazł się on na salonach, gdzie bryluje do dziś. Znajduje wspólny język ze wszystkimi, od lewa do prawa. Największym paradoksem jest, że w dobie tak silnego spolaryzowania sceny politycznej Jonny Daniels jest w stanie nawiązać dialog zarówno z Morawieckim i Rydzykiem, jak i Trzaskowskim i Węglarczykiem. Kolejni politycy rządu przywdziewają jarmułki i, z prezydentem na czele, mówią bez opamiętania o przyjaźni polsko-żydowskiej, nie precyzując, jak właściwie miałaby ona wyglądać.

Pan Daniels wie, jak nam schlebić. Tutaj wspomni o Żabińskim, tutaj stanie w obronie marszałka Karczewskiego. Mówi o nas uprzejmie – jednak to tylko słowa. Gdy my jesteśmy głaskani przez Jonny’ego Danielsa, geopolityczne mechanizmy weryfikują rzeczywistość. Świat obiega hasło polskich obozów śmierci, na pomniku katyńskim odbywa się dyskoteka, a Polakom imputuje się antysemityzm, podczas gdy zachodnia Europa pogrąża się w chaosie. Daniels stanowczo zabrania nam ekshumacji w Jedwabnem, zarzuca premierowi Morawieckiemu negowanie Holocaustu. I choć odgrywa przeważnie rolę „dobrego gliny”, forsowane przez niego tezy historyczne powinny być traktowane z dużą ostrożnością od samego początku. Nie mówiąc już o kontrolowaniu lobbystycznych zapędów.

Nikt nie poczuwa się, by powiedzieć głośno, kim jest Donny Daniels? Wspomnieć można wymowną reakcję posła Tarczyńskiego, który w wywiadzie na żywo u Marcina Roli, zapytany o Danielsa, szybko uciął temat: „Nie ma takiej w rządzie i nie ma takiej osoby przy Prawie i Sprawiedliwości”. „Nie znam człowieka”. Prawdy trzeba szukać między wierszami, na anonimowych blogach, w otchłani Internetu. A obraz, który wyłania się z tych opisów, jest tym bardziej niepokojący.

Bowiem Jonny Daniels może zniknąć w każdej chwili. A to, co po sobie zostawi, będzie dla nas odczuwalne przez kolejne dziesiątki lat. Zdaje się, że mamy do czynienia z precedensem politycznym być może na miarę Nikodema Dyzmy lub Lecha Wałęsy.

A zatem pan Daniels założył fundację o niejasnym finansowaniu (pieniądze pochodzą od prywatnych inwestorów, o których chicho sza), która zajmuje się odnajdywaniem żydowskich pozostałości, a następnie samodzielnemu decydowaniu o tym mieniu, bez konsultacji tego z kimkolwiek. Przy okazji Polacy w obcojęzycznych przekazach pana Danielsa przedstawieni zostają jako prosty lud, który używa zabytkowych zwojów Tory do czyszczenia stajni lub bezmyślnie pozwala, by psy zostawiały odchody na terenie obozy Sobiboru.

Warto bowiem pamiętać, że nie tylko Polska prowadzi obecnie politykę historyczną, a narracja Danielsa, o którego wyczynach w Polsce regularnie informowały media żydowskie w USA i Izraelu, idealnie wpisuje się w nieprawdziwy obraz Polaków. W tej debacie nie ma miejsca na mówienie o polskim cierpieniu i naszych traumach narodowych.

Czy na tym ma polegać przyjaźń polsko-żydowska? Czy to ten rodzaj specyficznej relacji, w której Polska ponownie występuje w roli gospodarza pytającego gościa o pozwolenie we własnym domu? Polska przepraszająca za niedokonane zbrodnie, kajająca się przed zafałszowaną historią? Dlaczego pan Daniels nie wyruszył ze swoją misją do Niemiec – gdzie z pewnością znalazłby dużo więcej dowodów na antysemityzm i odpowiedzialności za Holocaust.

Pan Daniels zna oczywiście kuglarskie sztuczki i wie również, jak nam pochlebić. W końcu jesteśmy przyjaciółmi… Jednak cóż po przetłumaczonym na polski wpisie czy wywiadzie – skoro na cały świat idzie przekaz zgoła inny.

Odpowiedzi na pytanie „Kim jest Daniels” próbowałem udzielić w programie Marcina Roli, który jest dostępny na YouTube.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.